Jak zdobyć „państwową” posadkę…

Posted: 26th Wrzesień 2011 by Stańczyk in Polityka, Społeczeństwo

Jak załatwić dla swoich kumotrów intratne stanowisko urzędnicze – PORADNIK CZĘŚĆ PIERWSZA.
Najpierw zgodnie z procedurą ogłasza się w środkach masowego przekazu-rażenia informację o naborze na wolne stanowisko urzędnicze. Pierwszy knyf to takie ułożenie zgłoszenia konkursowego, żeby broń boże nie znalazł się nikt inny o takich to a takich kwalifikacjach. Dajmy na to potrzebny inspektor do spraw oświaty to należy zapytać ewentualnych kandydatów w ofercie, by zaświadczyli, że posiadają np. uprawnienia III stopnia do obsługi wózka widłowego. Po co ? otóż po to, by kontrkandydaci takiej umiejętności nie posiadali, gdyż nasz kumotr ją ma. Jeżeli nasz pociotek nie ma wyższego wykształcenia, to w ofercie mimo, że w urzędzie praktycznie nie zatrudnia się osób bez takiego wykształcenia dodaje się, że wymagane jest wykształcenie minimum średnie – furtka dla kumotra.

Ponadto określa się w ogłoszeniu, że konkurs odbędzie się w dwóch turach. Zazwyczaj pierwsza pisemna z pytaniami ułożonymi pod naszego kandydata, a następnie etap drugi – ten właściwy – rozmowa kwalifikacyjna za zamkniętymi drzwiami, gdzie nasz protegowany karmiony herbatą lub kawą i innymi łakociami opowiada „wysokiej Komisji” coś o sobie lub o swoich protektorach. W tym czasie jego konkurenci jeżeli jeszcze są obgryzając paznokcie lub zachowując się bardzo nerwowo dyskutując niejednokrotnie między sobą o ewentualnych pytaniach komisji oczekują na jej wezwanie. Nasz protegowany wychodzi i opowiada jak był maglowany z wiedzy i jakie nie z tej ziemi pytania otrzymywał, stresując tym samym swoich adwersarzy. A szanowna komisja aby konkursowi stało się zadość przepytuje znudzona pozostałych kandydatów świętując już wybranego kumotra. O naiwności ludzka, szkoda że jeszcze ludzie wierzą w uczciwe konkursy, ale może to jeszcze jest nie za późno, aby praktycznie przywrócić wiarę w człowieka. Uważam jednak, że jest już niestety za późno.

Jak załatwić dla swoich kumotrów intratne stanowisko kierownicze w urzędzie administracji państwowej  – PORADNIK CZĘŚĆ DRUGA.
Tak samo jak w poprzednim przypadku konstruuje się ogłoszenie, które w stosownym czasie ukazuje się w środkach masowego rażenia. Jednocześnie wiadomo stanowisko kierownicze to wymagania także kierownicze ze szczególnym uwzględnieniem kwalifikacji naszego protegowanego łącznie np. z kolorem oczu,. Dlaczego, ano dlatego by przypadkiem nie znalazł się drugi taki. Kiedy ogłasza się takie konkursy – wtedy gdy jest się po wyborach np. samorządu terytorialnego w gminach i należy to co się przyobiecało niektórym wyborcom spełnić – nazywa się taki proceder naukowo – KLIENTELIZMEM. Na pierwszym spotkaniu ze starymi pracownikami – urzędnikami, mówi się że nie ma pieniędzy w kasie na ewentualne korekty w wynagrodzeniach choćby dla tych urzędników, którzy nowemu włodarzowi pomogli w kampanii wyborczej tłumacząc, że poprzednik uchwalił taki a nie inny budżet. W odstępie 1 do 2 miesięcy zaczyna się ogłaszać konkursy dla SWOICH – i ciekawe, że na te nowe etaty pieniądze są. Reszta współpracowników tego nowego patrzy na niego jak na raroga, ale jeżeli jest mądry to wkupią się łaski starych postawą starego kumpla, który za nich załatwi sprawy u nowego szefa ( wójta, burmistrza, prezydenta itp. ) . Pamiętać należy, że to tylko zmyła by pozbyć się nowych starych kolegów i zatrudnić nowych swoich. Niekiedy, jeżeli nowa władza jeszcze do końca nie zachłysnęła się tą władzą, to pozostawia lub zatrudnia tak zwane perszerony lub woły robocze, które będą robić za wszystkich kumotrów nowej władzy. Bo w końcu robota jakoś musi iść. Nie daj boże jak ilość kumotrów i ich zachcianek zaczyna przekraczać możliwości takiej gminy, to rozpoczyna się kolejna karuzela w etatach i zwalactwie odpowiedzialności. Aha zapomniałem, konkurs jest tylko na zasadzie spotkania z komisją konkursową, aby przypadkiem nasz kumotr się nie zbłaźnił brakiem potrzebnej wiedzy. Czyż nie powinno się takich konkursów przeprowadzać jawnie, ale to nie umożliwiałoby zatrudnianie swoich pociotków, znajomych czy kumotrów. Jeżeli natomiast żaden z opisanych przeze mnie typów konkursów nie zostanie rozstrzygnięty to i tak nowa władza może na dane stanowisko powołać kogo chce – i czy to nie byłoby prostsze i tańsze, a po nowych wyborach do władz można by prosto zmienić obcych kumotrów na swoich ?

  1. bigol pisze:

    oj wujek…moja dziewczyna…była na takim „zlocie” ..przyjmowali na podstawie wcześniej opublikowanych warunków.
    Na 250 osób…. (ok liczba kandydatów)…4 osoby przeczytały wymagane ustawy i tylko dwie z nich coś o nich wydukały…. moja wydukała najwiecej i od roku ma posadę…. wiec chyba nie wszystko jest tak dokładnie jak opisujesz….

    • Stańczyk pisze:

      Wszystko fajnie i miło, że się Twojej dziewczynie udało, jednak na nią przypadają setki osób, które są z układu, a takich przypadków mógłbym wymienić co najmniej kilkanaście. Co więcej śmiem twierdzić, że Twoja dziewczyna znalazła się w tej grupie, która zapierdala na resztę nierobów.

      • może_i_tak pisze:

        kumoterstwo i nepotyzm w tym kraju to norma… i z tym się zgodzę…ale jasne jest że to jest odpowiedz dlaczego kosztuje na ta cała administracja 1 na 10 sie zna a 10 kase bierze…(jaka by nie była..) …wiec może masz racje może zatrudnili woła …dla reszty śmietanki…..